Słuchawki dla gracza do 200 zł — na co naprawdę patrzeć

Słuchawki do grania da się dziś kupić za pięćdziesiąt złotych i za tysiąc. Cała sztuka polega na tym, że gdzieś w okolicy dwustu złotych przebiega granica, powyżej której różnice robią się kosmetyczne. Dobrze wydane 200 zł potrafi dać dźwięk i wygodę, których nie powstydziłby się sprzęt dwa razy droższy. Źle wydane — plastikowy zgrzyt świecący na osiem kolorów. Poniżej kilka rzeczy, na które faktycznie warto patrzeć.

Co naprawdę słychać, czyli dźwięk bez marketingu

Producenci uwielbiają hasła o wirtualnym dźwięku przestrzennym 7.1. Brzmi kosmicznie, w praktyce to efekt programowy, który bywa równie często wyłączany przez graczy, co używany. Dużo ważniejsza jest zwykła, czysta stereofonia i to, czy słuchawki nie dudnią. Przesadzony bas zamula kroki przeciwników w strzelankach, a właśnie po to kupuje się sprzęt do grania. Jeśli jest okazja, żeby przed zakupem posłuchać czegokolwiek na wybranym modelu — korzystajmy. Sklepowe pięć minut mówi więcej niż dziesięć recenzji.

Rozmiar przetworników robi mniejszą różnicę, niż sugerują opisy. Czterdzieści milimetrów w dobrze zestrojonej obudowie gra lepiej niż pięćdziesiąt w byle jakiej.

Wygoda ważniejsza niż podświetlenie

Sesja w grze rzadko kończy się po kwadransie. Po dwóch godzinach w niewygodnych słuchawkach bolą uszy, głowa albo jedno i drugie. Dlatego pierwszy test to nacisk pałąka — sprzęt ma trzymać się głowy, nie ściskać jej jak imadło. Drugi to nauszniki: powinny obejmować całe ucho, a nie leżeć na małżowinie. Miękka gąbka z tkaniną oddycha lepiej niż skóropodobne pokrycie, które latem robi się lepkie. Waga też ma znaczenie, wszystko powyżej 350 gramów zaczyna ciążyć.

Podświetlenie RGB wygląda ładnie na zdjęciach i w zasadzie tyle. W słuchawkach nawet go nie widać, bo nosi się je na głowie. Jeżeli ta sama kwota ma kupić diody albo lepszy materiał nauszników — wybór wydaje się prosty.

Mikrofon i drobiazgi, które psują radość

Do rozmów w drużynie wystarczy przeciętny mikrofon, byle nie szumiał i nie zbierał całego pokoju. Dobrze, gdy jest odpinany albo składany, bo słuchawek z wystającym pałąkiem nie da się używać na mieście. Warto też sprawdzić długość kabla — metr to za mało przy komputerze pod biurkiem — oraz to, czy sterowanie głośnością siedzi na kablu w zasięgu ręki. Z mojego doświadczenia najczęstszą awarią tanich modeli jest właśnie przełamany kabel przy wtyczce, więc oplot materiałowy to nie ozdoba, tylko przedłużenie życia sprzętu. Na koniec dobra wiadomość: konkurencja w tym przedziale cen jest ogromna i producenci naprawdę się starają. Wystarczy omijać modele, które całą kartę produktu poświęcają kolorom podświetlenia.